Wolne Związki Zawodowwe - Historia

Europejskie Centrum Solidarności

„Opozycja demokratyczna w PRL w latach 1976 – 1981”

              „Niestety z powodu ograniczeń czasowych mogłem przedstawić

tylko główne założenia przygotowanego referatu. Za co i tak dziękuję

organizatorom i prowadzącemu panel.          

                Historia Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, w gronie

Opozycji Demokratycznej w Polsce wymaga więcej uwagi, ponieważ jest to

jedyna organizacja, która zrealizowała swoje zamierzenia i osiągnęła

 

Opozycja Gdańska   w latach 1976-80.    

 

Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych

„Określenie opozycja było terminem na wyrost, choć w komunizmie, każdy niezależny głos rozchodził się szerokim i jak się okazało, brzemiennym echem.” M. Muskat                                                                                    
              W latach 70. wśród młodzieży gdańskiej zaczęło pączkować środowisko odwołujące się silnie do tradycji narodowo-niepodległośćiowych. Tworzyło się i dojrzewało kilka łat, począwszy od szkół średnich dojrzewając ideowo w środowiskach duszpasterskich. Gdy wystąpiło w proteście konstytucyjnym w 1976 roku, list podpisało aż kilkadziesiąt osób. Wszyscy zainteresowani oczywiście wiedzą, że pod tym listem są podpisy Aleksandra Halla i Arkadiusza Rybickiego, ale może nie wszyscy pamiętają, że także Bogdana Borusewicza czy Danuty Kędzierskiej.                                                 
            Animator akcji pomocy, po czerwcu 1976 r. Borusewicz nawiązał kontakty ze zwolnionymi z pracy robotnikami kilku większych zakładów Trójmiasta, którym w imieniu KOR oferował pomoc materialną i prawną. Dysponując od razu oparciem w silnym już środowisku niepodległościowym począł działać z taką energią, że wkrótce został  członkiem KOR. Pomoc, jaką Borusewicz niósł poszkodowanym w 1976 roku robotnikom nie zaowocowała, ze względu na presję policyjno-administracyjną, powstaniem robotniczego środowiska opozycyjnego. Jednak Borusewicz szybko rozszerzał kontakty i wokół niego tworzyły się inne grupy, z których najważniejszą była grupa studentów Politechniki ( Antoni Mężydło, A. Stefaniak, Stanisław Śmigieł, Błażej Wyszkowski i inni), ale zawsze utrzymywał przyjazną więź z ludźmi z ROPCiO.                                                                                                            
              W Gdańsku nie było zakorzenionych szerszych elit opozycyjnych. Nie było sztywnej hierarchii autorytetów i liderów politycznych, uczestnicy ruchu złączeni więzami osobistej przyjaźni szli po prostu od jednego do drugiego praktycznego działania. Fenomen ten na pewno wyróżniał od początku Gdańsk na mapie rodzącej się opozycji. Szczytowym punktem tej współpracy było wspólne oświadczenie środowisk opozycyjnych wydane w dn. 22 lutego 1978 r. po aresztowaniu Borusewicza i Śmigla. Podpisano je nie tylko nazwiskami, ale nazwami zawiązujących się instytucji. Można uznać ten moment za oryginalne zakończenie pierwszego etapu formowania się gdańskiej opozycji. Tymi kiełkującymi instytucjami były: Klub Swobodnej Dyskusji i Punkt Konsultacyjny ROPCiO, Oddział Biura Interwencji KOR i Dom Niezależnej Kultury, SKS, redakcja "Bratniaka", współpracownicy "Robotnika" . Jednocześnie dość szeroko kolportowano już "Głos", "Opinię" oraz "Biuletyn Informacyjny KSS KOR". Częściowo pisma były przedrukowywane na miejscu.

Kolejnym, etapem miało być później powstanie WZZ.

Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, Komitet Założycielski, organizacja antykomunistyczna powstała 29 IV 1978 w Trójmieście. Pierwsze WZZ w lutym 1978 założył na Śląsku Kazimierz Świtoń.   Powstanie WZZ kojarzy się na ogół z Komitetem Obrony Robotników. Tak też uważała SB, uznając wszystkich działaczy WZZ za „działaczy KOR", choć formalnie jego członkiem w Trójmieście był jedynie Bogdan Borusewicz. Jest faktem, że po czerwcu 1976 r. Borusewicz nawiązał kontakty ze zwolnionymi z pracy robotnikami kilku większych zakładów Trójmiasta, którym w imieniu KOR oferował pomoc materialną i prawną. Borusewicz początkowo sprzeciwiał się idei WZZ, choć zadeklarował, że jeżeli Krzysztof Wyszkowski utworzy związki, to udzieli im wszelkiej pomocy.               
             Sygnatariuszami deklaracji założycielskiej WZZ Wybrzeża z 29 kwietnia 1978 r. byli Andrzej Gwiazda, Antoni Sokołowski i Krzysztof Wyszkowski.
Treść deklaracji powstała w mieszkaniu Jana Lityńskiego, który pisał ją z Wyszkowskim. Podpisanie i ogłoszenie deklaracji poprzedziły rozmowy Wyszkowskiego z Kuroniem.

Oto potwierdzenie tego faktu  w raporcie bezpieki: „W dniu 26 kwietnia br. u J. Kuronia przebywał Krzysztof Wyszkowski z Gdańska. Z rozmowy wynikało, że Wyszkowski chce na wzór Katowic zorganizować Wolne Związki Zawodowe. Figurant radził mu przekształcić nazwę na Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych. Tekst deklaracji mają podpisać wszyscy członkowie. Informacje o tym fakcie zamieszczone zostaną w „Robotniku" „.

Dzień po powrocie z Warszawy Wyszkowski omawiał sprawę powstania WZZ z kolegami. 27 kwietnia 1978 r., czyli kilka dni przed planowanym na 1 maja ogłoszeniem deklaracji założycielskiej WZZ, SB przeprowadziła przeszukania w mieszkaniach pięciu „figurantów" – Kazimierza Szołocha, Bogdana Borusewicza, Krzysztofa Wyszkowskiego, Błażeja Wyszkowskiego i agenta SB Edwina Myszka. Nie chcąc dopuścić do założenia WZZ, zatrzymano ich prewencyjnie na 48 godzin, ale i tak zdołano przemycić i ogłosić deklarację założycielską WZZ w przeddzień 1-go maja 1978 roku.  Czytamy w niej m.in. „ Społeczeństwo musi wywalczyć sobie prawo do demokratycznego kierowania swoim państwem. [...] Pamiętając tragiczne doświadczenia grudnia 1970, opierając się na oczekiwaniach licznych grup i środowisk społeczeństwa Wybrzeża, podejmujemy śląską inicjatywę tworzenia wolnych związków zawodowych. Dziś, w l maja, święta od ponad, lat symbolizującego walkę o prawa robotnicze powołujemy: Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Celem Wolnych Związków Zawodowych jest organizacja obrony interesów ekonomicznych, prawnych i humanitarnych pracowników. Wolne Związki Zawodowe deklarują swą pomoc i opiekę wszystkim pracownikom bez różnicy przekonań czy kwalifikacji".  Założyciele WZZ Wybrzeża: Antoni Sokołowski, Krzysztof Wyszkowski i Andrzej Gwiazda, wysuwali postulat głębokich zmian politycznych: "Szeroka demokratyzacja jest dzisiaj absolutną koniecznością. Społeczeństwo musi wywalczyć sobie prawo do demokratycznego kierowania swoim państwem. Wszystkie jego warstwy muszą zdobyć możliwość samoorganizacji oraz tworzenia instytucji społecznych rzetelnie realizujących ich prawa. Tylko autentyczne związki i stowarzyszenia społeczne mogą uratować państwo, bo tylko przez demokratyzację droga prowadzi do scalenia interesów i woli obywatela z interesem i siłą państwa”.

Antoni Sokołowski nie rozpoczął działalności. Otrzymał wysokie odszkodowanie /204 tys. zł./ i odciął się od WZZ-ów.  Wkrótce odszedł Krzysztof Wyszkowski. Wtedy Bogdan Borusewicz przekonał się do tego pomysłu i ogarnął całość.

Pod koniec maja 1978 pobito i aresztowano Błażeja Wyszkowskiego, brata Krzysztofa, świetnego żeglarza i olimpijczyka skazano na 2 miesiące aresztu za naruszenie cielesności esbeków. Błażej stanął w obronie bitej Ani Młynik. Jednak inaczej niż na Śląsku gdańskie środowisko opozycyjne było zdolne do obrony. W mieszkaniu Krzysztofa zorganizowano głodówkę, w której uczestniczyli i działacze KOR-u - Bogdan Borusewicz i Józef Śreniowski - i "Bratniaka" - Piotr Dyk. Byłem tam przez kilka dni.  W 9 dni przez "głodówkowy dom" przewijali się Olek Hal i Aram Rybicki, Bożena Rybicka i Magda Modzelewska, Grażyna Stankiewicz. Różnice okazywały się mniej istotne niż wspólne cele i wspólne działania. To tu przyszedł też mężczyzna, który przedstawił się:              Lech Wałęsa.

Do Bogdana Borusewicza zgłaszali się nowi ludzie. Suwnicowa Anna Walentynowicz, która już przedtem kolportowała "Robotnika", pielęgniarka Alina Pieńkowska, technik Andrzej Bulc. Oni wraz z Joanną i Andrzejem Gwiazda  stali się oficjalnymi członkami redakcji „Robotnika Wybrzeża”.  Od tego momentu Redakcja „Robotnika Wybrzeża” przejmuje wszystkie obowiązki organizacyjne Komitetu Założycielskiego WZZ a jej członkowie są jawnymi przedstawicielami Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu.                                                                                                                                                  
              Z datą 1 sierpnia 1978 roku ukazał się pierwszy numer pisma a w nim programowy artkuł:  „Dlaczego Założyliśmy Wolne Związki zawodowe?”.                                                                                       

 [...] „Niezależność ruchu związkowego od pracodawcy jest więc, w naszych warunkach szczególnie ważna i szczególnie trudna do utrzymania, że niezależność uważamy za naszą naczelną zasadę.                                                                                                                                                                                      
               Nie stawiamy sobie celów politycznych, nie narzucamy naszym członkom, współpracowników i sympatykom określonych poglądów politycznych i światopoglądowych, nie dążymy do objęcia władzy.” […]   
              
Działalność WZZ koncentrowała się wokół obrony praw pracowniczych i związkowych, organizacji obchodów rocznicowych Grudnia ’70 i wydawania niezależnej prasy. "KOR był dla nas autorytetem moralnym i parasolem" [… ] „Grupa aktywu WZZ-ów była szersza niż Komitet Założycielski, czołowymi działaczem naszej grupy był Bogdan Borusewicz - jedyny na wybrzeżu członek Komitetu Obrony Robotników. Historyk, absolwent KUL-u w Lublinie, nie pracując zawodowo cały czas poświęcał działalności społecznej. Do ścisłego aktywu należeli Joanna Duda-Gwiazda - inż. okrętowiec z CTO, Andrzej Kołodziej - monter ze Stoczni Gdańskiej /potem Komuna Paryska/. Maryla Płońska - absolwentka technikum /później studentka (PG/, Alina Pieńkowska - pielęgniarka: przemysłowej służby zdrowia, Anna Walentynowicz - suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej, Lech Wałęsa - elektromechanik, ze ZREMB-u /później Elektromontaż/. Współpracowało i sympatyzowało z nami  wielu ludzi, którzy potem organizowali strajk, a obecnie są działaczami "Solidarności" - Bogdan Felski, Ludwik Prądzyński, Jerzy Borowczak, Maciej Miątkowski, Jan Koziatek ze Stoczni Gdańskiej, Henryk Matysiak ze Stoczni Remontowej, Mietek Klamrowski i Andrzej Runowski ze Stoczni Północnej, Sylwester Niezgoda z Elektromontażu, Józef Przybylski z Budimoru, Karol Krementowski z Unimoru, Wiater z MORS-u, Ryszard Dębicki z CTO, Jacek Jaruchowski z PLO; Stefan Lewandowski z Portu Północnego, Róża Janca-Brzozowska z Elbudu, Andrzej Buszkiewicz z Zarządu Portu, Leon Stobiecki ze Stoczni Marynarki Wojennej, Eugeniusz Partyka z IMP PAN-u, Stanisław Kowalski z PG, Lech Kaczyński - prawnik z UG, Mariusz Muskat - socjolog, Piotr Kapczyński - ekonomista, Antoni Mężydło - elektronik. Poza tym renciści Jan Zapolnik i Kazimierz Szołoch, emeryt Władysław Butkiewicz. Nie sposób wymienić wszystkich. Naszym niezawodnym obrońcą w procesach karnych i w Sądzie Pracy był adwokat, Jacek Taylor. Na wiosnę 1980 r. do grupy dołączyli Bogdan Lis i Janusz Satora z Elmoru.” – Pisała w 1981 roku Joanna Duda-Gwiazda. […]                                                                                        
                „Podstawową formą naszej działalności były spotkania i dyskusje. Spotykaliśmy się w małych grupach, ciągle zmieniając mieszkania, czasami w lesie. Na większe spotkania lub odbywane zbyt często w jednym miejscu wchodziła SB. Leszek Kaczyński prowadził cykl wykładów z prawa pracy, B. Borusewicz z historii najnowszej. Tematem pierwszego spotkania były zawsze metody obrony przed represjami ze strony SB i administracji zakładów pracy. Było to konieczne, ponieważ zdarzało się, że już po pierwszych kontaktach z nami robotnik był zatrzymywany przez SB lub zwolniony z pracy. Był okres, kiedy równocześnie prowadzonych było w Sądzie Pracy w Gdyni 12 spraw naszych działaczy.”               
                
W latach 1978-1980 ukazało się 7 numerów „Robotnika Wybrzeża” i ok. 10 nakładów różnych ulotek. Pisano o sprawach codziennych, np.: Andrzej Bulc o stanie sanitariatów w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, Anna Walentynowicz o pracy kobiet izolujących rurociągi azbestem i szklaną watą oraz o wizycie I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka w Stoczni, Alina Pienkowska o służbie zdrowia, A. Gwiazda o systemach płac, Maryla Płońska o walce mieszkańców z nieuczciwym zarządem spółdzielni mieszkaniowej i trujących wyziewach z materiałów budowlanych. Stałym tematem były prawa pracownicze i związkowe, przybliżano również treść konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy, relacjonowano represje wymierzone w działaczy opozycji.                  
                 W lipcu 1979 r. powstała Karta Praw Robotniczych. Było to niejako podsumowaniem naszych doświadczeń. Traktuje o zarobkach, czasie pracy, wolności sumienia, partyjnych przywilejach, przekazywaniu informacji, o łamaniu prawa do niezależnych organizacji i konieczności tworzenia, początkowo nawet niejawnie, wolnych związków zawodowych. WZZ–ty angażują się aktywnie w propagowanie i zbieranie podpisów. Karta została wydana w 50 tys. egzemplarzy, podpisało się pod nią ponad 100 tys. osób. Był to przełom w działaniu. Prowadzonych jest wiele akcji ulotkowych również w terenie. Między innymi w Lęborku czy w związku z uwięzieniem Marka Kozłowskiego w Słupsku. Działacze WZZ-ów biorą czynny udział w przygotowaniu organizowanych przez RMP manifestacji 11 listopada i 3 maja. Sami organizują coroczne obchody rocznicy grudnia 70. Na które z roku na rok przybywa coraz to więcej uczestników. W styczniu 1980 niepowodzeniem kończy się próba powołania  Komisji Robotniczej w Elektromontażu. Wszyscy inicjatorzy zostają zwolnieni z pracy. Ponad to za próbę wzniecenia strajku w Stoczni Gdańskiej zwolnieni z pracy zostają : Anna Walentynowicz i Andrzej Kołodziej. Wzmożone represje konsolidują środowisko. No rozprawy do Terenowej Komisji Odwoławczej lub do Sądu Pracy przychodzi po kilkadziesiąt osób. Powiększa się grono zarówno działaczy jak i sympatyków WZZ. Organizowanie obchodów 3 maja 1980 roku jest już wspólnym przedsięwzięciem RMP i WZZ. Aresztowanie Darka Kobzdeja i Tadeusza Szczudłowskiego jednoczy Gdańskie środowiska opozycyjne w obronie uwiezionych i postępuje znaczący rozwój osobowy WZZ. Napływają grupy młodych robotników.  

„W WZZ cel definiowaliśmy ogólnie: stworzenie ruchu, który zmieni reżim komunistyczny w system demokratyczny. Na spotkaniach nie mówiło się o patriotyzmie, ale o braku rękawic roboczych, o tym czy jest kaszanka w bufecie, o sytuacji ekonomicznej poszczególnych zakładów. Z analizy zarobków i cen niepodległość wychodziła nam sama. Jako warunek sine quo, non, aby Polska była Polską, a ludzie mogli żyć normalnie. [… ] Robotnicy byli patriotami, choć nie potrafili tego oczywiście artykułować w sposób literacki. Był to patriotyzm wyniesiony z domu i z Kościoła.” - mówił Andrzej Gwiazda. 
            Ludzi z bardzo różnych środowisk i o różnych poglądach łączyła chęć działania. Dlatego Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża a potem "Solidarność" nigdy nie dawały się zinterpretować w kategoriach lewica -prawica.                                                                                                                                 
                Współdziałanie środowisk dawało Gdańskowi mocniejszą pozycję wobec opozycyjnej Warszawy i powiększało poczucie własnej wartości, choć oczywiście liderów opozycji ogólnopolskiej otaczano dużym szacunkiem i ich przyjazdy budziły duże zainteresowanie. "Różnice ideowe oczywiście istniały - przyznaje Hali - ale współpraca układała się bardzo dobrze. Mieliśmy wielki szacunek dla Bogdana Borusewicza, członka KOR, który był od nas starszy, siedział w więzieniu w marcu 68 roku, a w okresie, o którym mówimy wykazywał dużą inicjatywę i odwagę, był człowiekiem znakomicie sprawdzającym się w działaniu. Naturalnie był między nami rodzaj rywalizacji, ale w sumie KOR był sojusznikiem, nie konkurentem. Bardzo ważnymi wydarzeniami były nasze wspólne manifestacje, które budziły społeczeństwo z uśpienia, mobilizowały do oporu, pokazywały, że ludzie mają odwagę bronić swoich przekonań. Podział był taki: 3 maja i 11 listopada ciężar organizacji spadał na RMP, natomiast składanie kwiatów i wieńców przy bramie stoczni im. Lenina, w miejscu, w którym w grudniu 70 roku oddział LWP otworzył ogień z broni maszynowej do robotników idących do pracy - organizowały WZZ, a konkretnie Bogdan Borusewicz".-  wspominał po latach Aleksander Hal.            
                Żyliśmy atmosferą współpracy i wzajemnej pomocy i myślę, że gdy nadszedł moment przekształcenia się strajku w sierpniu 80 w strajk solidarnościowy, czyli moment decydujący, ta kilkuletnia atmosfera miała swą cząstkę w tym, co się stało. Podczas spotkań, wielokrotnie omawiano strategię organizowania strajków. Nie było gotowych wzorców, ale były to dyskusje o tym jak przejąć kontrolę nad i jak pokierować strajkiem, gdy ten byłby już faktem. To właśnie za przyczyną takiego przygotowania w pierwszy dzień strajku w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, gdzie strajkiem kierował działacz WZZ-ów A. Kołodziej, po raz pierwszy pojawi się postulat „ Utworzenia Wolnych Związków Zawodowych” przyjęty dwa dni później przez Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku, jako główne żądanie strajkujących załóg i stał się symbolem „Sierpnia 80”. Po dyscyplinarnym zwolnieniu A. Walentynowicz z pracy w Stoczni Gdańskiej im. Lenina 7 VII 1980 WZZ zorganizowały akcję w jej obronie. Ulotkę w tej sprawie sygnował Komitet Założycielski WZZ Wybrzeża i redakcja „Robotnika Wybrzeża”, czyli: B. Borusewicz, J. Duda-Gwiazda, A. Gwiazda, J. Karandziej, M. Płońska, A. Pienkowska i L. Wałęsa. O świcie we czwartek 14 VIII 1980 w obronie A. Walentynowicz zastrajkowali pracownicy SG. Rola środowiska WZZ w strajku była kluczowa. Po zakończeniu strajku 16 VIII przez L. Wałęsę, z inspiracji WZZ-owców powołano MKS, w Prezydium którego ludzie WZZ odgrywali rolę kierowniczą (L. Wałęsa, A. Gwiazda, a. Kołodziej, B. Lis, A. Walentynowicz, A. Pienkowska, J. Przybylski). Zasługą tego środowiska było sformułowanie i obrona 21 postulatów, z najważniejszym z nich: Utworzenie Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych. To nie był przypadek, że strajki w sierpniu 1980 wywołali a potem nimi kierowali działacze WZZ. Była to grupa działaczy przygotowanych teoretycznie i fizycznie związana ze środowiskiem robotniczym. Osobista znajomość a niekiedy przyjaźń zrodzona we wspólnocie opozycyjnej mogła jedynie pomóc w szybkim podejmowaniu decyzji i prawie jednomyślności w działaniu by strajk ten poprowadzić do zwycięstwa. Konkluzja więc nasuwa się sama. Gdyby nie było WZZ-ów to nie byłoby zorganizowanych strajków, a gdyby nie zorganizowane strajki to nie byłoby „Solidarności”. Śmiało można postawić tezę, że WZZ były fenomenem opozycji tamtych czasów gdyż jako jedyna organizacja, osiągnęły stawiany sobie cel. Doprowadziły do powstania Wolnych Związków Zawodowych.                                                                                                                                                                
                     Powstanie WZZ wywołało standardowe przeciwdziałania Służby Bezpieczeństwa PRL, ale wydaje się, że znacznie większe zaniepokojenie wywołał w Moskwie. Tak o tym pisał Sławomir Cenckiewicz na lamach Tygodnika Wprost - Numer: 41/2008 (1346):                                                                         
                   „”Zarysowana w deklaracji założycielskiej koncepcja działań trójmiejskich WZZ ponad podziałami oraz wola niesienia pomocy robotnikom wywołała niepokój w Moskwie i na szczytach władzy PRL. Piotr Kostikow, w latach 1964-1980 szef sektora Polski Wydziału Łączności z Bratnimi Partiami Krajów Socjalistycznych KC KPZR, pisał we wspomnieniach: „Z Polski przyszło określenie: »opozycja autobusowa«, cała jej siła zmieści się w jednym autobusie i, oczywiście, zostanie wywieziona. Nasze oceny były inne. Z uwagą na przykład odnotowaliśmy już w [kwietniu] 1978 roku powstanie Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych. Dowiedzieliśmy się potem, że kolportowane są niezależne pisma, że bezpieczeństwo dokonało aresztowań. Bardzo nas to przestraszyło. Bardziej niż znane nam wcześniej działania Komitetu Obrony Robotników i może w założeniu szlachetna, ale odosobniona działalność młodych i starszych przedstawicieli kręgów intelektualnych wśród robotników Radomia, Ursusa i innych miejscowości dotkniętych represjami po czerwcu 1976 roku. Doniesienia naszej bezpieki o działalności Kuronia, Michnika, Modzelewskiego czy Moczulskiego nie robiły silniejszego wrażenia, jakby spowszedniały [...] . Nasi polscy przyjaciele całkowicie bagatelizowali te zjawiska jako marginesowe i radzili nam nie przywiązywać większej wagi do jakichś tam prasowych ataków na siły antysocjalistyczne. [...] Dopiero wiadomości o Wolnych Związkach Zawodowych zaalarmowały naszych szefów. [...] Nasi szefowie sformułowali taką tezę: ten ruch jest niebezpieczny, już same nazwy – wolne związki zawodowe czy komitety obrony robotników – są dynamitem. Ruch jest niebezpieczny, bo wraca do początku wieku, do korzeni rewolucji społecznej. Tę niewiarygodną tezę sformułowano u nas jeszcze w latach 70. Krył się za nią strach przed... rewolucją. Nie poprzestano na teorii, na użytek wewnętrzny Związku Radzieckiego poszły polecenia o zaostrzeniu represji, obserwacji, ściganiu sił podejmujących działania przeciw państwu radzieckiemu. U nas jeszcze nikt nie pomyślał o wolnych związkach, ale już rozstawiano posterunki”. „ 

Strategia postępowania władz PRL wobec WZZ nie odbiegała od standardowych działań służb milicyjno-esbeckich: dezintegracja, nękanie, prewencja, techniki operacyjne (podsłuch, obserwacja stała i ruchoma) oraz metody administracyjne. Całą czołówkę działaczy WZZ Wybrzeża SB rozpracowywała w ramach tzw. spraw personalnych. I tak: A. Bulca rozpracowywano w ramach SOR krypt. Żak, K. Wyszkowskiego – krypt. Kanał; B. Borusewicza – krypt. Godot, Antoniego Mężydłę – krypt. Prymus, Różę i Janusza Janców – krypt. Bizon, Władysława Bszkiewicza – krypt. Emeryt, Jacka Taylora – krypt. Mecenas, Lecha Kaczyńskiego – krypt. Radca, A. Pienkowską – krypt. Pielęgniarka, Jana Zapolnika – krypt. Pacjent, Kazimierza Szołocha – krypt. Kurier, A. Sokołowskiego – krypt. Sokół, Lecha Wałęsę – krypt. Bolek, A. Walentynowicz – krypt. Suwnicowa, Joannę i A. Gwiazdów – krypt. Brodacz. W polu zainteresowania SB znaleźli się także pozostali działacze WZZ, m.in.: Jerzy Borowczak, Andrzej Butkiewicz, Bogdan Felski, Mieczysław Klamrowski, Jan Karandziej, Andrzej Kołodziej, Mariusz Muskat i M. Płońska.

Z grona działaczy i sympatyków WZZ, niewątpliwie należy wspomnieć: ks. Hilarego Jastaka,  Marię Koszarską, Leszka Jankowskiego,  Leona Stobieckiego, Annę Gadziałowską, Krzysztofa Jankowskiego, Błażeja Wyszkowskiego, Leszka Zborowskiego, Kazimierza Żabczyńskiego i innych. Ale przede wszystkim trzeba wspomnieć tych co odeszli:                                                                                
             ANNA WALENTYNOWICZ,ANDRZEJ BUTKIEWICZ, LECH KACZYŃSKI, STANISŁAW KOWALSKI,MARIAN PIEKARSKI, ALINA PIEŃKOWSKA, KAZIMIERZ SZOŁOCH , MAREK ZBOROWSKI,     TADEUSZ SZCZEPANSKI,  Zginał 16 stycznia 1980 w Gdańsku. Od 1979 działacz Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Okoliczności jego śmierci nigdy nie zostały oficjalnie wyjaśnione. Jest niemal oczywiste, że stał się on ofiarą bestialstwa bezpieki.                                                                         

               Odeszli z naszego życia. Nie pozwólmy by odeszli z naszej pamięci.                                   
               Za swą postawę otrzymywali często gorycz poniżenia. Myślę, że wdzięczna pamięć historii winna przygarnąć takich ludzi do siebie najbardziej teraz, gdy potępieńcze swary zdają się zacierać nawet rzecz tak oczywistą, jak czystość źródła, z którego zrodził się ten ruch.

Na realizację podstawowego celu, jaki stawiały sobie Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, przyszło czekać zaledwie dwa lata, kiedy to w sierpniu 1980 r. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy zmusił władze do wyrażenia zgody na powstanie niezależnych związków zawodowych. Tak niewielu w końcu ludzi potrafiło zmienić tory historii. Była to niewątpliwa zasługa gdańskich działaczy WZZ, którzy odegrali decydującą rolę w dziele powstania „Solidarności". Nie zapominajmy tego dziedzictwa, to do czegoś zobowiązuje również DZISIAJ. Nie odstawiajmy tego do kąta historii, chociażby pięknie udekorowanego.To jest przecież przykład, jak wielkie, szczere ideały mogą być wprowadzone przez niewielką grupę zapaleńców, którzy dla wolnej Polski poświęcili swoje kariery i wygodne życie. Szkoda, że ta wymarzona wolna Polska nie zawsze potrafiła to pamiętać i docenić. Ale pokazujmy i uczmy młodych, że takie rzeczy są możliwe.

Andrzej Kołodziej

Gdynia, czerwiec 2011 r.